16 błędów turystów w górach

Wypadki w górach zdarzały się w przeszłości, zdarzają się obecnie i nadal będą się zdarzać w przyszłości.









16 NAJCZĘSTSZYCH BŁĘDÓW TURYSTÓW W GÓRACH


Wypadki w górach zdarzały się w przeszłości, zdarzają się obecnie i nadal będą się zdarzać w przyszłości. Niestety, często ludzie na własne życzenie narażają na niebezpieczeństwo nie tylko siebie, ale także ratowników, którzy udzielają im pomocy w górach. 

Możemy chyba nawet zaryzykować pisząc, że większość wypadków dzieje się na życzenie nieodpowiedzialnych turystów. Ale część to czasem seria niefortunnych zdarzeń, pech czy zwyczajne wypadki, które mogą zdarzyć się wszędzie. W drodze do pracy, w autobusie czy nad morzem. 

Wybierając w góry po prostu trzeba się do tego przygotować, żeby zminimalizować ryzyko wystąpienia wypadku. Oczywiście, że nie na wszystko mamy wpływ, ale myślenie, zwłaszcza w górach, naprawdę nie boli. 

My na przykład nie mamy zbyt dużego doświadczenia w chodzeniu po Tatrach zimą, dlatego nie wybieramy się w styczniu na Rysy tylko dlatego, że inni tam chodzą i im się udaje. Wybieramy inne pasma górskie, żeby nabrać trochę doświadczenia, a Tatrach wybieramy trasy dla początkujących, myślimy o kursie turystyki zimowej, żeby w przyszłości móc zdobywać zimą także te wyższe szczyty. 

A co kiedy zdarzy się wypadek? Nie wiem, nie znam się, ale się wypowiem! Praktycznie po każdym wypadku w górach na portalach społecznościowych pojawia się bardzo dużo hejtu, agresji i nieprzyjemnych komentarzy na temat poszkodowanych osób. Do tego dochodzą media, które szukają sensacji i dramatów często dokładając swoją cegiełkę do nagonki na nieodpowiedzialnych turystów. I żeby była jasność, my też nie popieramy takich sytuacji, ale daleko jest nam do oceniania zachowań obcych nam osób, zwłaszcza kiedy nie znamy przyczyn i okoliczności wypadków. Przeważnie ludzie nie chodzą w góry, żeby stracić tam życie, paradoksalnie to właśnie tam czują, że żyją.

Według statystyk Tatrzańskiego Parku Narodowego w 2018 roku sprzedano 3779460 biletów wstępu. Liczba ta pewnie jest większa, bowiem bramki i punkty czynne są w określonych godzinach. Jeśli ktoś wybiera się na szlak bardzo wcześnie zapewne nie został uwzględniony w zestawieniu.[1]

W 2018 roku TOPR przeprowadził  w sumie 691 działań w tym 230 z udziałem śmigłowca. (...) Niestety doszło do 15 wypadków śmiertelnych, których główną przyczyną były upadki z wysokości. 

Za najczęstsze przyczyny wypadków należy uznać:

- upadek/potknięcie 
- zachorowania (zauważalny wzrost na przestrzeni ostatnich  lat)
- nieodpowiednie wyposażenie/ brak umiejętności 
- zabłądzenie/zaginięcie
- upadek z wysokości

W stosunku do roku 2017 odnotowano w Tatrach 6% spadek liczby wypadków. [2]

Według statystyk Policji na dzień 27.09.2018 w Polsce utonęło 241 osób. [3]

Wróćmy jednak do gór. Jakie błędy najczęściej popełniają turyści w górach? Każdy z nas kiedyś zaczynał swoją górską przygodę, pewnie nie zawsze zachowywaliśmy się jak należy. Ale warto wyciągnąć wnioski i uczyć się na błędach, nawet na cudzych. Bo kto z nas jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem. 


1. Pójście na żywioł/brak przygotowania 


Ja nie dam rady? No to patrz! Bez żadnego przygotowania fizycznego, na co dzień siedzący tryb pracy, nieregularne odżywianie, używki, ale skoro mówią, ruch to zdrowie to prosto z samochodu zaparkowanego pod samym wejściem na szlak pójdę w góry. Kondycja naprawdę ma duże znaczenie w górach.


2. Brak planu i sprawdzenia trasy/ brak mapy


Nie oszukujmy się, ale w obecnych czasach na brak informacji nie możemy narzekać, do wyboru do koloru. Dostępność map, przewodników, książek, grup na portalach społecznościowych czy blogów jest tak duża, że zaplanowanie czy przeanalizowanie trasy wędrówki i czasu przejścia to naprawdę bułka z masłem. Nieznajomość szlaku może naprawdę okazać się poważnym błędem kiedy nie wiesz dokąd zmierzasz, tylko idziesz tam, gdzie idą inni. A jak idziesz za tłumem to nie widzisz sensu brać mapy, bo i po co? Masz przecież telefon i Internet nie? Poza tym chyba nie tak łatwo zgubić się w górach, prawda? 


3. Roszczeniowość i nieodpowiedzialność


Perfidna zima potrafi zaskakiwać nie tylko drogowców, ale także turystów w drodze do Morskiego Oka! Jak wytłumaczyć sytuację, że tam również zimą po godzinie 16.00 robi się ciemno? Nie ma latarni, które oświetlą drogę, nie ma dorożki, którą można zjechać? Pierwszy raz zima i ciemność zaskoczyła turystów. Trudno też zrozumieć dlaczego sytuacja w kolejnym roku się powtarza mimo dużego nagłośnienia medialnego. Do tego dołożymy żądania od TOPRu, że muszą im pomóc. Kiedy kolejna cześć "Uwięzieni w drodze do Morskiego Oka zimą"? Mamy nadzieję, że ludzie już wyciągnęli wnioski z poprzednich lat.

Ale to jeszcze nie koniec! Nie wszyscy bowiem potrafią przyznać się do błędu. Niezadowoleni i rozczarowani turyści nie omieszkają złożyć skargi do dyrektora Tatrzańskiego Parku Narodowego. Na co najczęściej narzekają? Brak oświetlenia szlaków, brak toalet, brak zasięgu w telefonie, zimą szlaki nie są posypane piaskiem, na drodze jest błoto i (chyba najlepsze) brak możliwości wjechania samochodem na Giewont. I teraz nie wiadomo czy śmiać się czy płakać. 

4. Przecenienie swoich sił 


To, że ktoś zrobił daną trasę nie gwarantuje, że Ty też dasz radę. Jeśli jesteś pierwszy raz np. w Tatrach nie wybieraj się od razu na Rysy. Zdobądź trochę doświadczenia, przejdź kilka krótszych tras i szlaków dla początkujących. Nie od razu Rzym zbudowano, a od czegoś trzeba przecież zacząć. Zobacz czy nie masz lęku wysokości zanim wybierzesz się na Orlą Perć. A kiedy czujesz, że zaczynasz tracić siły do po prostu zawróć ze szlaku. Góry poczekają. 


5. Brak jedzenia i picia


Niektórzy wychodzą z założenia, że do plecaka nie trzeba brać nic do jedzenia ani do picia, są przecież schroniska! Tylko trzeba wziąć pod uwagę, że one nie znajdują się na każdym szczycie. Czasem, żeby do niego dojść trzeba pokonać dłuższą wędrówkę. Przy wzmożonym wysiłku trzeba dostarczyć organizmowi paliwo, żeby zwyczajnie w świecie mieć siłę iść, górskie powietrze to nie wszystko. Dla tych osób, którym wydaje się, że za zakrętem będzie czekać budka z jedzeniem czy goframi bad news. Takie rzeczy tylko na Krupówkach. 


6. Nieodpowiednie ubranie 


Nie mamy tutaj na myśli ekstremalnych przypadków takich jak japonki na Giewoncie. Sandały w upalny dzień to całkiem dobry pomysł na powrót z Morskiego Oka, choć trzeba się też liczyć z mocno oceniającym i czasem pogardliwym wzrokiem "prawdziwych" turystów. Pogoda w górach jest bardzo zmienna i warunki potrafią się zmieniać jak w kalejdoskopie. I nie chodzi o to, żeby od stóp do głów być ubranym w firmową odzież. 

Podczas gorących dni warto ubierać koszulki, które zakrywają ramiona, wybierać ubrania z syntetycznych materiałów, pamiętać o nakryciu głowy. Odkrywając ramiona i plecy fundujesz sobie poparzenie słoneczne, które jest bardzo niebezpieczne dla zdrowia. Koniecznie także trzeba pamiętać o kremie z filtrem. W pozostałe pory roku, czyli wiosną, jesienią i latem najlepiej sprawdzi się ubiór na tzw. cebulkę. 


7. Brak ubezpieczenia po stronie słowackiej 


Chodząc po naszych polskich górach nie trzeba mieć wykupionego dodatkowego ubezpieczenia. Kilka lat temu Tatrzański Park Narodowy prowadził akcję, że do każdego biletu można było dokupić ubezpieczenie za symboliczną kwotę. Ale chyba nie wzbudziło to większego zainteresowania wśród turystów. Z kolei jeśli wybieramy się na Słowację warto takie ubezpieczenie wykupić, żeby potem nie musieć spłacać przez pół życia rachunku wystawionego przez naszych sąsiadów. W Tatrach niektóre szlaki prowadzą wzdłuż granicy, więc warto rozważyć także wykupienie ubezpieczenia. No bo trzeba mieć podwójnego pecha, jeśli zdarzy Ci się wypadek i znajdziesz się wtedy po słowackiej stronie. Pół biedy kiedy możesz wrócić na naszą stronę, ale co jeśli nie dasz rady? 


8. Zbyt późne wyjście na szlak kiedy planujesz dłuższą trasę 


To nie jest dobra wiadomość dla śpiochów, ale w góry najlepiej pójść wcześnie rano. Dzięki temu możesz cieszyć się ciszą na szlaku, nie musisz stać w kolejce po bilet wstępu do parku narodowego, możesz cieszyć się wędrówką, bo nie musisz pędzić w obawie, że zrobi się ciemno. Jeśli widzisz, że większość osób idzie w odwrotnym kierunku niż Ty to w głowie powinna Ci się zapalić czerwona lampka czy na pewno masz wszystko pod kontrolą. Chyba, że śpisz w schronisku to wtedy nie ma tematu. 


9. Ignorowanie ostrzeżeń pogodowych/ brak sprawdzenia prognoz 


Jeśli w prognozie pogody zapowiadane są możliwe burze to trzeba wziąć to pod uwagę. Prognozy mają to do siebie, że czasami się nie sprawdzają. Ale co jeśli akurat tego dnia się sprawdzą? Nie oznacza to, że masz cały dzień siedzieć na kwaterze i czekać na burzę. Możesz wyjść wcześnie na szlak, ryzyko wystąpienia burzy jest wtedy mniejsze, zaplanować trasę tak by niedaleko było schronisko w którym można przeczekać albo wybrać krótszą wędrówkę. 

Trzeba też pamiętać, że warunki panujące wysoko w górach mogą się znacznie różnić od tych, które panują niżej. Często w maju i czerwcu w wyższych partiach gór zalega jeszcze śnieg. Warto zabrać wtedy do plecaka kijki trekkingowe i nakładki antypoślizgowe. 

W październiku wchodziliśmy na Babią Górę przy opadach śniegu, mocnym wietrze i bardzo słabej widoczności, a poprzedniego dnia zdobyliśmy Chopok w samych bluzach przy znacznie wyższej temperaturze. 

Zimą trzeba pamiętać o zagrożeniu lawinowym i przed wyjściem w góry sprawdzić jaki stopień jest ogłoszony. Jeśli ratownicy odradzają wyjście w góry naprawdę mają ku temu powód. 

10. Brak informacji, gdzie się wybierasz


Punkt bardzo istotny, zwłaszcza kiedy wybierasz się w samotną wędrówkę. Jeśli nocujesz w schronisku zazwyczaj jest tam księga wyjść, wpisz się w nią to zajmie Ci dosłownie chwilę i nic nie kosztuje. Powiadom bliskich gdzie się wybierasz i powiedź mniej więcej w jakim rejonie jesteś. W tej chwili to może wydawać się banalne, ale w sytuacji kiedy możesz potrzebować pomocy Twoja lokalizacja będzie miała ogromne znaczenie. 


11. Brak naładowanego telefonu 


Przy niskich temperaturach telefon może Ci się rozładować szybciej niż zazwyczaj. Zwłaszcza kiedy robisz dużo zdjęć telefonem. Warto mieć w plecaku także naładowany Powerbank, który podratuje baterię w razie potrzeby. W przeszłości było kilka zgłoszeń do GOPRu kiedy rodzina czy znajomi nie mogli się skontaktować z osobą przebywająca w górach. Z troski zawiadamiali ratowników, którzy rozpoczynali akcję, a okazywało się, że  poszukiwana osoba była bezpieczna w swoim domu. 


12. Brak numeru do GOPRU


Oczywiście życzymy żebyś nigdy nie musiał z niego skorzystać, ale na wszelki wypadek dobrze go zapisać w telefonie. Możesz być świadkiem wypadku albo sam możesz potrzebować pomocy. W górach nie zawsze masz zasięg, żeby móc poszukać numeru w Internecie.  Poza tym szkoda na to czasu, a on jest kluczowy w przypadku udzielenia pomocy osobie poszkodowanej. 

Wpisz do telefonu te numery, zajmie Ci to kilka sekund:


601 100 300




985 

Możesz również ściągnąć na telefon Aplikacja Ratunek, dzięki której ratownicy bardzo szybko mogą określić lokalizację dzwoniącej osoby. 



13. Zostawienie śmieci w górach 


Jeśli problemem nie jest wniesienie na górę napoju, owoców, czekolady czy konserw to czy naprawdę tak trudno jest spakować puste butelki czy papierki do plecaka i wyrzucić je do kosza na śmieci? Przecież to praktycznie już nic nie waży! 

Przerażające są ilości pozostawionych śmieci w górach! W Tatrach w 2018 roku podczas corocznej akcji "Czyste Tatry" wolontariusze zebrali 420 kilogramów śmieci. Najczęstsze z nich to plastikowe butelki, torebki foliowe, puszki po napojach i niedopałki po papierosach. Warto dodać, że podczas pierwszej edycji akcji zebrano ponad tonę śmieci!!!!!!!!!

Liczby nadal szokują, ale widać coraz większą świadomość osób przebywających w górach. Śmieci jest mniej, dlatego tak ważna jest edukacja i podniesienie świadomości społecznej. Przecież tylko my mamy wpływ na to czy w górach będzie czysto. Gorąco wierzymy, że uda się pogodzić masową turystykę z ochroną przyrody. 

W zeszłym roku w Kuźnicach, gdzie znajduje się początek wielu szlaków utworzono kilka zdrojów wody, z których każdy mógł bezpłatnie skorzystać.  Obliczono, że turyści wypili 80 tyś. litrów wody - zobaczcie jaką ilość wniesionych  plastikowych butelek dzięki temu udało się zmniejszyć! 


14. Pośpiech/brawura 


Nie bez przyczyny mówi się, że jak się człowiek spieszy to się diabeł cieszy. W górach może nawet podwójnie, bo w pośpiechu nie trudno o potknięcie czy upadek, który może być bardzo niebezpieczny. Niektóre szlaki są bardzo wąskie, wtedy chwila nieuwagi może Cię dużo kosztować. W pośpiechu chyba łatwiej też przyczynić się do poruszenia kamieni, które spadając mogą zrobić komuś krzywdę. Schodząc z Kościelca byliśmy świadkami takiej sytuacji, na szczęście kamień minął turystów, ale nieszczęście było blisko. 

Często też w miejscach, gdzie znajdują się łańcuchy tworzą się zatory. Nie wszyscy mają świadomość gdzie się wybierają, niektórzy próbują przełamać swoje lęki wysokości. Osoby, które prawie wchodzą innym na głowę głośno wyrażając swoje niezadowolenie wcale im w tym nie pomaga. Jeśli tak bardzo się spieszysz poproś, żeby dana osoba Cię przepuściła. To nie jest takie trudne, spróbuj. 


15. Zbaczanie ze szlaku/ wędrówka zamkniętym szlakiem 


Gdyby każdy chodził poza szlakiem po kilku latach chyba nie byłoby gdzie wracać. Nie chce Ci się iść wytyczonym szlakiem tylko dlatego, że jest on długi? A może by tak pójść na skróty, żeby zyskać trochę czasu? Zbaczając ze szlaku zwiększasz ryzyko zabłądzenia.

Dobrym przykładem na zamknięty szlak w Tatrach, na którym i tak można spotkać śmiałków jest Świnica-Zawrat. Z powodu znacznego oberwania się fragmentu szlaku został on zamknięty do odwołania. 

Niektóre szlaki, np. Orla Perć w Tatrach czy Perć Akademików w Beskidach to szlaki jednokierunkowe. Warto mieć tego świadomość zanim się tam wybierzesz.

Niektóre szlaki są również zamknięte zimą z powodu zagrożenia lawinowego np. do Doliny Pięciu Stawów przez Siklawę (wytyczony jest wariant zimowy szlaku inny niż letni) czy szlak dojściowy na Śnieżkę. Dlatego tak ważne jest wcześniejsze sprawdzenie trasy, którą chcesz pokonać,  żeby na miejscu nie było żadnych niespodzianek. 


16. Alkohol na szlaku 


Jeśli masz wielką ochotę się napić to zamiast w góry idź na Krupówki. Tam bez żadnego zagrożenia możesz zrobić sobie wędrówkę po knajpach i do woli kosztować procentowych trunków. Więcej w tym temacie chyba dodawać nie trzeba. 

                                              ****

Uff, jeśli dobrnęliście do końca tego tekstu już na zakończenie chcemy Wam jeszcze przytoczyć kilka przykładowych wpisów z Kroniki TOPR-u, która jest prowadzona na bieżąco przez ratowników.[4]  

Poniedziałek 6.08.2018

O godz. 12.26 powiadomiono TOPR, że na szlaku na Wrota Chałubińskiego, turysta został uderzony w głowę spadającym kamieniem, spuszczonym najprawdopodobniej, przez idącego nierozważnie a znajdującego się powyżej jakiegoś turystę. Wystartował śmigłowiec. Z jego pokładu w rejonie wypadku desantowało się dwóch ratowników. Po udzieleniu I pomocy i założeniu uprzęży ewakuacyjnej turysta został windą wciągnięty na pokład będącego w zawisie śmigłowca i przetransportowany do szpitala.

Wtorek 7.08.2018

O godz. 20.27 do TOPR zadzwonił turysta informując, że od 17-tej z dwoma osobami schodzi z Rysów. W tej chwili są w rejonie Buli pod Rysami. Schodzą wolno bo boją się dzikich zwierząt. Ratownik dyżurny poinformował ich, że o tej porze, większym problemem może być dla nich zgubienie szlaku i zalecił by schodzili ostrożnie i nie zbaczali ze ścieżki. O godz. 21.55 ponowny telefon od turysty z informacją, że zgubili ścieżkę. Polecono im, żeby postarali się wrócić by odnaleźć szlak. Po 22-giej próby telefonicznego kontakt z turystami nie powiodły się. Wobec tego z Centrali do M. Oka wyjechało dwóch ratowników, którzy o godz. 0.14 dotarli do turystów. Asekurując po godz. 1-szej sprowadzili ich do M. Oka.

20.12.2018

O godz. 16.35 do TOPR zadzwonił właściciel Pomocy Drogowej z informacją, że przed chwilą zadzwonili do niego dwaj turyści informując, że zgubili szlak idąc z Kasprowego w kierunku Kopy Kondrackiej.  Dzwoniący podał numer do turystów. Po rozmowie z nimi okazało się, że idąc granią, zsunęli się  w kierunku Dol. Cichej. Podali swoje namiary GPS. To pozwoliło ratownikom ustalić, że znajdują się oni około 130 m poniżej grani Suchego Kondrackiego. Poproszono by po swoich śladach próbowali wrócić na grań, gdyż podali, że nie są kontuzjowani, ale nie mają światła. Z Centrali na Kondratową i dalej w kierunku turystów wyruszyła 6-cio osobowa grupa ratowników. W czasie kolejnej rozmowy turyści przekazali ratownikom, że jeden z nich zgubił buta ( typu adidas) i nie może go odnaleźć w śniegu.  W czasie kolejnej rozmowy okazało się, że jeden z turystów wyszedł na grań, a drugi, ten bez buta, dalej znajduje się poniżej grani. O godz. 18.56 ratownicy doszli do turysty znajdującego się na grani i kilka minut później doszli do drugiego turysty. Po ogrzaniu  zaczęto sprowadzać turystę z grani w kierunku schroniska na Kondratowej . W tym czasie jeden z ratowników zabezpieczył stopę drugiego turysty i asekurując wyprowadzi go na grań.  Do pomocy w transporcie z Centrali wyruszyła druga 7-mio osobowa ekipa ratowników. 3 z nich pospieszyło naprzeciw schodzącego turysty niosąc mu zapasowego buta. O godz. 20.43 wszyscy dotarli do schroniska na Kondratowej, skąd turystów przetransportowano do szpitala.
Jak się okazało, turyści zadzwonili na pomoc drogową bo nie znali numeru do TOPR-u. Wyruszanie zimą w góry w „adidasach” i bez światła, wiedząc, że w grudniu dzień jest krótki, nie świadczy najlepiej o przygotowaniu turystów do zimowych tatrzańskich eskapad.

24.12.18 

W czasie tych działań, za pośrednictwem aplikacji „ Na Ratunek” z Centralą TOPR skontaktował się turysta informując, że jest na szlaku pomiędzy Grzesiem a Rakoniem, pobłądził w gęstej mgle, jest bardzo zmęczony, łapią go silne skurcze nóg, nie da rady o własnych siłach dotrzeć do schroniska. Turysta podał swoje namiary GPS. Z Centrali na Chochołowską wyjechało 12 ratowników. O godz. 18.03 ratownicy dotarli do oczekującego na pomoc turysty. Po napojeniu gorącą herbatą założono mu rakiety śnieżne i przed 20-tą doprowadzono do schroniska na Chochołowskiej. Po krótkim odpoczynku zwieziono go samochodem na Siwą Polanę, gdzie miał się przesiąść do swojego samochodu. Ponieważ samochód mu zamarzł i nie mógł go uruchomić, ratownicy odwieźli go na kwaterę w Kirach. Jak się okazało turysta dość późno bo około 11-tej wyruszył samotnie w kierunku Rakonia. Idąc pieszo przecierał zasypany szlak, co jakiś czas wpadając w głębokie zaspy. Duży wysiłek włożony w torowanie w głębokim śniegu doprowadził do skurczy Na dodatek we mglę pobłądził. Wyprawa ratunkowa przebiegała w trudnych warunkach pogodowych, przy mrozie i silnym wietrze  i ograniczonej do kilku m widoczności. W takich warunkach nie powinno się, zwłaszcza samotnie wyruszać na takie wycieczki.

30.01.2019 Środa

O godz. 11.05 do TOPR zadzwonił turysta informując, że 6 osób ( w różnych grupach) szło na Rysy. Ruszyła lawina, która zabrała ich w dół. Na powierzchni w jego zasięgu wzroku są 3 osoby, brakuje 3 osób. Te które są w jego pobliżu są w ciężkim stanie, ale są przytomne. O godz. 11.09 startuje śmigłowiec, który spod Centrali zabiera 4 ratowników i 2 psy lawinowe. O godz. 11.19 do TOPR zadzwonił jeden z turystów, którzy w tym czasie szli na Rysy informując, że lawina została uruchomiona pod Przełączką pod Rysami, jego nie zabrała. Potwierdza, że wraz z nim na Rysy szło 6 osób. Żadnej z nich nie widzi. O godz.. 11.28 pierwsza grupa ratowników desantuje się w pobliżu leżących osób, około 15 m poniżej progu w Wielkim Wołowym Żlebie. Ratownicy potwierdzają, że na powierzchni lawiniska leżą 4 osoby z poważnymi urazami. (...)
Jak  doszło do wypadku? 2 taterników wybrała się na Rysy w celu wspinaczki  fragmentem Grani Głównej Tatr. Za nimi podążyło 4 turystów. Będąc około 30 m od Przełączki (na wysokości 2400 m), pierwsza grupa wyzwoliła lawinę. Turyście, który jako drugi zadzwonił do TOPR udało się odskoczyć z toru lawiny, wbić czekan, co uchroniło go przed porwaniem przez masy śniegu. Pozostałych lawina porwała i zwlokła  na wysokość około 1700 m. Według relacji uczestników zdarzenia, po zatrzymaniu lawiny, dwie osoby były całkowicie zasypane , pozostałym dwóm z mas śniegu wystawały ręka i głowa. Wszyscy zasypani odkopali się sami. Podczas spadania w rejonie wylotu Rysy, lawina wyrzuciła jednego turystę ( tego, którego śmigłowiec przetransportował do M. Oka). Żaden  z uczestników zdarzenia  nie posiadał lawinowego ABC a doświadczeni taternicy kaski i czekany mieli w plecakach. Lawina miała długość około 1 km  a deniwelacja pomiędzy początkiem i końcem lawiny wynosiła 700 m.  Wszyscy, którzy zostali porwani przez lawinę, mimo odniesionych obrażeń mogą mówić o ogromnym szczęściu, że nie stracili życia oraz , że była lotna pogoda, co pozwoliło kilkunastu ratownikom biorącym udział w akcji szybko dotrzeć z pomocą.  Wierzący niech przyjmą to zdarzenie w charakterze cudu, bo cuda czasem w Tatrach się zdarzają.

Zanim jednak pokusisz się o komentarz w tej sprawie warto też przeczytać jak to wyglądało od środka, z drugiej strony. 

30 stycznia 2019 roku dwóch doświadczonych taterników idąc szlakiem na Rysy wywołuje lawinę, która zwozi ich spod wierzchołka nad Czarny Staw, pokonując 1 km dystansu i 700 m przewyższenia w kilkadziesiąt sekund. Po drodze uderzają w skały z prędkością około 100 km/h. Cudem przeżywają z ciężkimi obrażeniami ciała. Lawina poważnie rani również dwóch turystów.

Jak do tego mogło dojść? Jak to możliwe, że osoby które wspinają się zimą od 10 lat, które przeszły zimą największe ściany Tatr, mające na koncie dziesiątki trudnych zimowych dróg, północne ściany Eigeru, Matterhornu, Jorassów a także nowe drogi w Karakorum, Hindukuszu czy ekstramalne linie na Kaukazie popełniają tak potworny błąd? Czy ludzie którzy poruszali się w niejednych warunkach, widzieli różne rodzaje śniegu, obserwowali schodzące lawiny, urywające się deski, uczestniczyli w szkoleniu lawinowym TOPRu mogli aż tak się pomylić? Czy wydawało im się, że są nieśmiertelni czy może nieomylni? Czy zbagatelizowali to proste turystyczne podejście na Rysy bo w planach tego dnia mieli przejście fragmentu Głównej Grani Tatr? Czy po prostu mieli pecha i dopadła ich statystyka? Jakim cudem przeżyli i jakie wnioski powinni wyciągnąć?

Te pytania kołaczą w mojej głowie. Tymi taternikami byłem bowiem ja i mój wieloletni partner wspinaczkowy – Maciek Bedrejczuk. Być może opisanie tego zdarzenia, odtwarzając szczegóły i motywy bez próby usprawiedliwienia pomoże mi spojrzeć obiektywnie i znaleźć odpowiedzi[5]

Cały, bardzo ciekawy, tekst Tomasza Klimczaka "Biała Królowa Śmierci" przeczytacie na stronie Klubu Wysokogórskiego Warszawa. 
                                                 ****

Chodźmy z głową w górach i bądźmy rozważni! To żaden wstyd zawrócić, góry nam przecież nie uciekną! Na szczęście, one będą czekać na Ciebie zawsze!




0 komentarze:

Prześlij komentarz

 

INSTAGRAM