Pilsko

Jak zawsze przed każdym wyjazdem robimy listę szczytów, które koniecznie trzeba zdobyć. Tak było i tym razem. W tej klasyfikacji Pilsko znalazło się dość wysoko. Jest to przecież drugi co do wielkości szczyt Żywiecczyzny.






Naszą wycieczkę zaczęliśmy w Korbielowie. Dojechaliśmy tam samochodem, bez którego ciężko byłoby się nam dostać. Dlatego tak ważne jest wcześniejsze zaplanowanie wyjazdu w góry. Mimo, że wyjechaliśmy z Rajczy w miarę wcześnie, podróż niespodziewanie się wydłużyła, więc postanowiliśmy sobie troszkę pomóc i kolejką dostaliśmy się do stacji Szczawiny. Dzięki uprzejmości stalowych linek i drewnianych krzesełek byliśmy już tylko o godzinę drogi od schroniska na Hali Miziowej.








Przyjemny, szeroki, zielony szlak był tego dnia całkiem tłoczny, co w porównaniu do naszych wcześniejszych wycieczek, trochę nas zaskoczyło. Jak się później okazało Korbielów to jeden z najpopularniejszych regionów Beskidu Żywieckiego. A zimą to ponoć prawdziwy raj dla narciarzy i snowboardzistów niczym Aspen w USA ;) Schronisko na Hali Miziowej to przeogromny, nowy budynek, który robi niesamowite wrażenie. Co prawda trochę różni się od typowych beskidzkich schronisk czy bacówek, ale panuje tu naprawdę miła atmosfera.








Naleśniki z serem i pyszna kawa w schronisku to główni winowajcy naszego małego opóźnienia w drodze na szczyt, ale trzeba przecież uzupełnić kalorie przed wzmożonym wysiłkiem. To sprawa pierwszorzędna ;) Z pełnymi brzuszkami i spokojnym sumieniem ruszyliśmy w drogę. Ze schroniska na Hali Miziowej na Pilsko prowadzą dwa szlaki: żółty albo czarny. Większość spotkanych ludzi sugerowała, żeby wybrać ten pierwszy, ale nam intuicja podpowiadała ten drugi. Wybraliśmy czarny! Czy dobrze zrobiliśmy przeczytacie już z chwilę! :) (Tu powinna być przerwa na reklamę jak w Polsacie, ale nie będziemy Was dłużej trzymać w ciekawości ;))


Już na początku czarny szlak daje mocno w kość. Strome podejście polną drogą zamienia się w kamienistą ścieżkę. Po około pół godzinie drogi wśród kosodrzewiny docieramy do Góry Pięciu Kopców, która jest pierwszym wierzchołkiem Pilska po Polskiej stronie. Po dziesięciu minutach docieramy do celu!!! Pilsko w pełnej okazałości, piękne widoki na Babią Górę i Tatry - takie atrakcje czekały nas nas na szczycie.























Bezchmurne niebo, lekki wiaterek i przepiękne widoki skusiły nas na odpoczynek na szczycie. Po ok. pół godziny upajania się widokami postanowiliśmy wyruszyć w drogę powrotną żółtym szlakiem, który  był mocno zatłoczony i dość ciężki. Stromy, wąski a na dodatek z powodu dużych kamieni, które zmuszały do stawiania dość dużych kroków, męczący. Po drodze minęliśmy grób strażnika granicznego poległego 01.09.1939 roku. Po ok. 20 minutach docieramy do Schroniska na Hali Miziowej.


Po drodze byliśmy świadkami narzekań małego piechura, który nie chciał iść z tatą w dalszą drogę, bo nie widział obiecanych niedźwiedzi na szlaku. Aby pomóc zakłopotanemu ojcu zaczęliśmy opowiadać dość głośno jakie to piękne niedźwiedzie widzieliśmy na szczycie Pilska. Tata z synkiem dość szybko zniknęli nam z pola widzenia, a my z uśmiechem na twarzach ruszyliśmy do Korbielowa :)



1 komentarze:

  1. Haha moje szczęście, że jeszcze na te niedźwiedzie ani razu nie trafiłam! ;)
    Od Hali Miziowej na Pilsko najbardziej lubię wchodzić żółtym szlakiem, bo jak zauważyliście, czarny lekko daje w kość :) No i zimą zejść nim... Jak dla mnie makabra :D Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń