Tatry Zachodnie: Wędrówka na Starorobociański Wierch

Chociaż matematyka wcale nie była naszym ulubionym przedmiotem w szkole zaczniemy dziś od prostego równania matematycznego. Długi sierpniowy weekend + Tatry = ....? Odpowiedź chyba zna każdy, dlatego kierując się wrodzoną inteligencją i doświadczeniem postanowiliśmy spędzić ten piękny, słoneczny dzień w Tatrach Zachodnich!


Urlop w tym roku oznaczał dla nas tydzień w Tatrach. Tylko tydzień albo aż tydzień, zależy jak na to człowiek spojrzy. Wybraliśmy drugą opcję i postanowiliśmy wykorzystać ten czas jak najlepiej i plany mieliśmy naprawdę ambitne.

Pierwszy hardkor to pobudka. W urlop zamiast jak normalni ludzie spać do oporu postanowiliśmy codziennie wstawać około 5, żeby nie musieć martwić się zachodzącym na szlaku słońcem. Kiedy wczesnym rankiem albo dla niektórych w środku nocy zadzwonił budzik w pierwszym odruchu mieliśmy co prawda ochotę wyrzucić go przez okno, ale kilka drzemek nas przed tym powstrzymało.

No to ruszyliśmy. Najpierw musieliśmy się dostać do Doliny Chochołowskiej, nie byliśmy do końca przekonani od której jeżdżą busy, więc pojechaliśmy samochodem. Zajętych miejsc na parkingu było dosłownie kilka, ale powoli zaczęły nadjeżdżać kolejne auta. Zmieniając buty mieliśmy także niezłą rozkminkę odnośnie mało zrozumiałych cen na tatrzańskich parkingach. My zapłaciliśmy całe 10 zł, natomiast ci, którzy zdecydowali się na Dolinę Kościeliską zapłacili trzy razy więcej!

Buty przebrane, plecaki spakowane, więc ruszamy i zaczynamy nasze Tatry Fest 2017!


Starorobociański Wierch 

Plan jest prosty: Starorobociański Wierch, a potem zobaczymy na ile pozwoli nam czas i nasze nogi. Prosty był tylko w teorii, bo czekało nas jednak trochę przewyższenia i kilometrów. Starorobociański Wierch mierzy bowiem 2176 m n.p.m. i jest najwyższym szczytem w polskiej części Tatr Zachodnich, który leży w grani głównej Tatr na granicy polsko-słowackiej. Swoim kształtem przypomina piramidę i wznosi się nad trzema dolinami: Starorobociańską, Zadnią Raczkową i Gaborową. 

Dosyć szybkim tempem doszliśmy do żółtego i czarnego szlaku, które odchodzą od zielonego całkiem niedaleko schroniska na Polanie Chochołowskiej i prowadzą do Doliny Starorobociańskiej. Tu zjedliśmy szybkie najlepsze górskie śniadanie, czyli bułkę z konserwą przegryzaną kabanosem, na deser banan, czekolada i gorąca herbata z termosu. Niby nic wielkiego, a smakuje w tych okolicznościach przyrody jak śniadanie serwowane co najmniej w pięciogwiazdkowym hotelu.


W drodze na Siwą Przełęcz

Ruszamy skręcając w lewo w kierunku Polany Iwanówki, skąd rozchodzą się szlaki: żółty na Iwanicką Przełęcz i czarny na Starorobociańską Rówień i Siwą Przełęcz. My podążamy czarnym szlakiem. Na początku widoki nie rozpieszczają, drzewa, trawy, trochę kosówki, błota i wycinki drzew. Szczerze mówiąc wcale nas to nie zniechęca, bo z Internetów wiemy, że widoki ze Starorobociańskiego są naprawdę imponujące. Zresztą jak całe Tatry Zachodnie. Podobnie jest także w drodze na Grzesia, na początku tylko las, potem też las, ale wreszcie zza drzew wyłaniają się naprawdę całkiem niczego sobie panoramy Tatr Zachodnich, a przy dobrej pogodzie także Wysokich.





Liczyliśmy, że podobnie będzie tutaj i wcale się nie rozczarowaliśmy kiedy naszym oczom ukazał się potężny szczyt Starorobociańskiego Wierchu. Nadal zapatrzeni idziemy, a w sumie to chyba zbyt dużo powiedziane, bo ledwie człapiemy na Siwą Przełęcz. W połowie drogi mamy ochotę rzucić wszystko, usiąść i płakać! Wtedy moglibyśmy przysiąc, że to najcięższe podejście nie tylko w Tatrach, ale także na całym świecie! Zmęczyliśmy się tak jakbyśmy zdobywali co najmniej jeden ze szczytów Korony Ziemi. W głowach zapaliła nam się czerwona lampka, że skoro około dwukilometrowe podejście z przewyższeniem około 500 metrów tak nas zmęczyło, to nasze plany na Tatry Wysokie mogą okazać się niestety zbyt ambitne. 

Znacie to uczucie, że głowa chce iść dalej, ale macie wrażenie, że wasze nogi są z betonu i ważą chyba tonę? To był trzeci dzień pobytu w górach, na rozgrzewkę zrobiliśmy krótkie trasy na Rusinową Polanę ze schroniska Głodówka w Bukowinie, następnego dnia Kopieniec i Nosal, ogólne zmęczenie chyba tego dnia osiągnęło apogeum. Tak właśnie kroczek po kroczku walczyliśmy trochę ze sobą. Jak się później okazało były to tylko złe miłego początki, ale to była ciężka rozgrzewka. Podejście na Siwą Przełęcz będziemy wspominać długo - teraz już ze śmiechem, ale wtedy miny mieliśmy nietęgie.

Oczywiście zgodnie uważamy, że po podejściu stulecia należy nam się przerwa i zasłużony odpoczynek, a Siwa Przełęcz była to tego najlepszym miejscem. Tutaj właśnie znajduje się łącznik pomiędzy Doliną Kościeliską i Chochołowską i tutaj wiele osób dokonuje tutaj kluczowych wyborów odnośnie dalszej wędrówki. Widoki naprawdę rekompensują cały wysiłek, jeszcze w promieniach słońca oglądamy fenomenalne panoramy, Błyszcz, Bystra i Starorobociański widać jak na dłoni.








Duże wrażenie robi na nas Bystra, która jest najwyższym szczytem Tatr Zachodnich (2248 m npm) i jednogłośnie została uznana za kolejny cel podczas kolejnego pobytu w tych niezwykłe malowniczych okolicach. Warunki widokowe z Przełęczy spowodowały, że trochę zatraciliśmy, Sylwia w foceniu, a Piotrek w drzemce i zbieraniu sił na dalszą drogę, czyli pierwszy atak szczytowy 2017. Sama wędrówka na Starorobociański okazała się całkiem przyjemnym spacerkiem z pięknymi widokami, szalejącym wiatrem i zbliżającymi się chmurami.


Z przełęczy na szczyt Wierchu to godzinka drogi, z tego co podają „planowniki” internetowe 1,5 km z przewyższeniem niecałe 400 metrów. Najpierw wchodzimy na Siwy Zwornik z którego można iść w lewo czerwonym szlakiem na Bystrą i Błyszcz, albo prosto zielonym na Przełęcz Gaborową Zadnią lub w lewo czerwonym w stronę naszego głównego celu.











Starorobociański Wierch zdobyty!

Ostatnie podejście na szczyt to kamienista droga, która przypomina nam trochę szlak na szczyt Wołowca. Znajdujemy miejsce, gdzie możemy trochę osłonić się przed wiatrem i w komfortowych warunkach czekamy, aż rozprawi się z chmurami. Widoki są naprawdę emejzing! I jagodzianka też smakuje wyśmienicie o czym świadczą nasze fioletowe usta! 









Kończysty Wierch

Kończysty Wierch to kolejny szczyt, z którego roztacza się piękna panorama Tatr Zachodnich. Delikatnego zejście ze Starorobociańskiego nie męczy wcale, ale pojawiające się połacie zielonej trawy kuszą swoją miękkością, dlatego nie mogliśmy sobie odmówić przetestowania i tego dobrodziejstwa przyrody. 

Przez chwilę przeszło nam przez myśl, żeby może skoczyć na Wołowiec, ale odciski na stopach i trochę późna pora zwyciężyły i zeszliśmy w dół zielonym szlakiem na Trzydniowiański Wierch. 



Trzydniowiański Wierch

Jest to bardzo fajny szczyt ze względu na swoje położenie, który znajduje się w miarę blisko Polany Chochołowskiej. Można sobie nieco urozmaicić drogę i wybrać się do schroniska czerwonym szlakiem z Polany Trzydniówki albo wrócić z niego przez Jarząbczą Dolinę. Przy dobrej widoczności ze szczytu Trzydniowiańskiego można podziwiać Ornak, Kominiarski czy Jarząbczy Wierch, a także Grzesia i Wołowiec. 








Wędrówka na Starorobociański z pewnością nie należy do krótkich, ale warta jest każdego wysiłku. Nie występują tutaj żadne trudności techniczne i bez obaw utkniesz w żadnej kolejce. Warto wyjść wczesnym rankiem na szlak, żeby bez pośpiechu móc pokonać całą trasę. To także dobra okazja, żeby poznać trochę lepiej Tatry Zachodnie, które nie są tak bardzo zatłoczone jak Wysokie, ale przy dobrej widoczności oferują niesamowite widoki i fantastyczne górskie panoramy.

0 komentarze:

Prześlij komentarz