Góry Stołowe - Szczeliniec


Bogactwo szlaków Ziemi Kłodzkiej może okazać się problemem, kiedy do wykorzystania jest tylko jeden dzień. Po przestudiowaniu mapy nasz wybór padł na kolejne pasmo górskie, którego nie mieliśmy jeszcze w kolekcji: Góry Stołowe. Naszym celem był Szczeliniec Wielki, na szczycie którego znajduje się schronisko PTTK. 

Kiedy Sylwia zaczęła czytać o głównym celu naszej wyprawy natknęła się dwie ciekawe informacje. Wiecie co łączy schronisko na Szczelińcu Wielkim z tatrzańskim schroniskiem w Dolinie Pięciu Stawów? Do obu schronisk można dostać się wyłącznie na własnych nogach, ponieważ nie ma tam żadnej drogi po której mógłby jechać pojazd. Jak zatem dostarczane są wszystkie towary do schroniska? Podobnie jak w Tatrach - za pomocą specjalnej windy towarowej.








Drugą ciekawą informacją jest to, że do schroniska z miejscowości Karłów prowadzi droga składająca się dokładnie z 665 pięciu schodów! Nie liczyliśmy ich co prawda osobiście, ale zaczerpnęliśmy tę informację ze strony internetowej schroniska. Ułożone zostały w 1814 przez Franaz Pabla, sołtysa Karłowa.










Latem spacer na szczyt jest z pewnością lekki, łatwy i przyjemny, w lutym sytuacja wyglądać może trochę inaczej, o czym mieliśmy okazję przekonać się na własnej skórze. Zimowe schody nie są odśnieżane, co przy większej ilości białego puchu i lodu stanowi pewne utrudnienie. Ale, ale i na taką sytuację byliśmy przygotowani. Niezawodne gumowe nakładki z kolcami zdecydowanie ułatwiły podejście. Co prawda poręcze przy schodach i mocny uchwyt dłoni okazały się nieocenione, gdy drobne kolce nie zawsze radziły sobie z ubitym, twardym lodem. 
















Według szlakowskazu droga do schroniska powinna nam zająć półgodzinki, ale zimowa wspinaczka po schodach troszkę wydłużyła nam wędrówkę. Na całe szczęście obyło się bez poważniejszych wypadków. Jedynie raz Piotrek stracił równowagę w wydawałoby się zwykłym przejściu między skałami i tylko plecak uratował go przed poważniejszymi obrażeniami. 


















Niestety na szczycie pogada nie pozwoliła nam się cieszyć wspaniałymi widokami Gór Stołowych, ale sesja na szczycie to punkt obowiązkowy ;) W schronisku ogrzaliśmy się gorącą herbatą i zjedliśmy pyszne pierogi ze szpinakiem :) 










W planach mieliśmy również zwiedzenie największej atrakcji, która była zamknięta z powodu złych warunków atmosferycznych. A mowa oczywiście o trasie turystycznej, gdzie znajduje się prawdziwy, skalny świat. Małpolud, Diabelska Kuchnia, Kwoka i Piekiełko to tylko niektóre z nazw niezwykłych kamieni, które bardzo chcieliśmy zobaczyć. Wejście tam na własną odpowiedzialność nie było zbyt dobrym pomysłem, dlatego szybko musieliśmy zweryfikować swoje plany. Na szczęście dla P to żaden problem i już po krótkiej chwili mieliśmy kolejny cel - schronisko Pasterka, które znajduje się w malutkiej miejscowości o tej samej nazwie i położone jest u stóp Szczelińca Wielkiego. 














Góry Stołowe to z pewnością pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika gór. Chociaż byliśmy tam tylko jeden dzień jesteśmy zdania, że jest to pasmo niezwykłe i jedyne w swoim rodzaju. To jedne z nielicznych gór płytowych w Europie, bo bogactwo wyjątkowych form skalnych, szczelin i labiryntów, to zasługa własnie nietypowej budowy geologicznej. Góry Stołowe są niezwykle atrakcyjne nie tylko dla zwolenników pieszych wędrówek, ale także dla miłośników wspinaczki, jazdy na dwóch kółkach i narciarstwa biegowego. Z pewnością warto tam jechać!


5 komentarze:

  1. Byłem ciekaw, jak sobie poradziliście z zimowymi warunkami w "skałach". Znając je z letnich wypraw, prawdopodobnie też bym nie zdecydował się na wejście w ten, mimo wszystko, piękny labirynt :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam Stołowe, ale ostatnio byłam kilka dobrych lat temu. Teraz ponownie nabrałam apetytu na skalne labirynty :)

    OdpowiedzUsuń
  3. 2 dni temu byłam na Zielonej Szkole . Zdobyłam Szczeliniec,odbyłam spacer po magicznych i ruchomych skałach.Weszłam wyżej niż wy Ciociu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Na zdjęci nr. 31 jest fajna panorama

    OdpowiedzUsuń
  5. Dawno nie była na Szczelińcu, ale ostatnio odświeżyłam sobie Błędne Skały. Przesmyk Liczyrzepy najlepszy! :)

    OdpowiedzUsuń