Czerwcowe cztery pory roku

Każda okazja jest dobra, żeby jechać w góry. Zwłaszcza w Tatry. I nawet na dwa dni. Dwa bardzo intensywne dni. Tym razem nie wybraliśmy się tam sami, ale ze znajomymi, którzy mieszkają w Krakowie. I chociaż w góry mają zdecydowanie bliżej niż my do tej pory nie było im tam po drodze. Ale mamy nadzieję, że troszkę z naszą pomocą wkrótce to się zmieni ;)




Bardzo wczesna pobudka w Krakowie, szybkie śniadanko i o 8 z minutą jesteśmy w Zakopanem. Żeby nie tracić czasu zostawiamy bagaże na noclegu i w drogę! Łapiemy busa do Kuźnic i o 8:30 jesteśmy na miejscu. Do tej pory nie wiemy czy to wczesna pora czy niesprzyjająca pogoda na weekend sprawiła, że praktycznie nie było tam ludzi. A to widok raczej rzadko spotykany ;)







Już od dawna planowaliśmy, że jeśli tylko warunki pozwolą to pójdziemy na Czerwone Wierchy. Jeszcze nie wiedzieliśmy, że tego dnia przez najbliższe 8 godzin pogoda w Tatrach zafunduje nam wszystkie cztery pory roku.. Na Kasprowym przywitała nas zimowa aura. Mimo to spróbowaliśmy. Jednak padający grad i zalegający na szlaku zbity, mokry śnieg nie zapowiadał łatwej przeprawy. Niestety z każdym krokiem grzęźliśmy w śniegu coraz głębiej, nasze obawy potwierdziło młode małżeństwo, które ze względu na warunki zrezygnowało z wyprawy na Czerwone Wierchy. Po chwili namysłu my również zawróciliśmy w kierunku Kasprowego Wierchu. 









Na krzyżówce czerwonego i żółtego szlaku aura z zimowej zamieniła się w jesienny, nieprzyjemny deszcz. Oczywiście zapał i chęć widoków była u nas równie wielka jak przed wyjściem ze stacji, a może nawet i jeszcze większa, bo widoki na Tatry słowackie rozbudziły nasze wieeeelkie apetyty. Szybka rekalkulacja czasu, ogarnięcie w głowie tatrzańskich szlaków i już po chwili udajemy się na Czarny Staw Gąsienicowy przez Schronisko "Murowaniec". Spacer żółtym szlakiem wymagał od nas dużo uwagi bo deszcz sprawił, że kamienie na drodze były bardzo śliskie. Kiedy tylko chmury odsłoniły szczyty oczywiście robiliśmy przerwy na sesje zdjęciowe, S. była w swoim żywiole ;)



































Kiedy doszliśmy do drogowskazu na Przełęcz Liliowe pogoda z lekkiego deszczu zamieniła się w straszną ulewę. Przyspieszyliśmy kroku i udaliśmy się do schroniska na Hali Gąsienicowej. Tuż przed wejściem do środka kiedy wyglądaliśmy jak "zmokłe kury" deszcz nagle ustał i wyszło piękne wiosenne słońce.(Oooo ironio!!!) Na szczęście kurtki i spodnie zdały egzamin i chwilę później mogliśmy ruszać nad Czarny Staw. Tym razem pogoda okazała się dla nas łaskawa, dzięki czemu mogliśmy nacieszyć oczy niezwykłymi widokami :) 




































Moglibyśmy tam siedzieć i podziwiać, ale do wyruszenia w drogę powrotną zmobilizowały nas gęste chmury, które nie wróżyły nic dobrego. Długo nie musieliśmy czekać jak rozpadało się na dobre. Na szczęście przeczekaliśmy ulewę w schronisku popijając herbatę (a niektórzy nawet zajadali się naleśnikami ;)). W drogę powrotną wybraliśmy się niebieskim szlakiem, przez Boczań, gdzie mieliśmy prawdziwe letnią, słoneczną pogodę. W końcu mogliśmy ujrzeć tatrzańskie szczyty w pełnej okazałości w promieniach słonecznych.


















Po niełatwej przeprawie kamienistą, leśną drogą ukazały się naszym oczom Kuźnice, gdzie wsiedliśmy w busa do centrum. Wieczorem uczciliśmy dzień na Krupówkach jedząc przepyszne, góralskie potrawy oraz popijając złotą ambrozję aby uniknąć następnego dnia zakwasów ;) 



1 komentarze:

  1. Towarzysze wycieczki potwierdzają - w ciągu 2 dni mieliśmy 4 pory roku :) Wspaniałe doznanie, szczególnie dla tych, którzy nie widzieli gór inną, jak tylko letnią porą ;P I po raz kolejny potwierdziło się to, na co zwracają uwagę ludzie zaprawieni w górskich wycieczkach - dobre buty. Tylko one (i może jeszcze kurtka przeciwdeszczowa) uchronią nas przed takimi niespodziankami pogodowymi; ślizganiem po mokrych kamieniach, brnięciem w śniegu i deszczu. Przyznajemy szczerze - niedzielni turyści dostali mocno w kość podczas tej wyprawy ;P, ale wycieczka była boska, a zmęczenie słodkie :)

    OdpowiedzUsuń