Babia Góra

Mało jest takich dni, kiedy wstajesz o piątej rano z uśmiechem na twarzy. Ale na ten dzień czekaliśmy cały urlop. Wisienką na torcie naszego urlopu w Beskidzie Żywieckim była Babia Góra.






Kiedy tylko budzik zadzwonił zerwaliśmy się z łóżek i najszybciej jak to tylko możliwe zebraliśmy się w podróż do Zawoi. Po około półtorej godziny drogi zaparkowaliśmy w nieco pustej o tak wczesnej porze Zawoi Markowej, z której wychodzą dwa szlaki: niebieski i zielony. 

Z wielką radochą ubraliśmy trekkingowe buty, założyliśmy plecaki i ruszyliśmy w drogę. Zielony szlak, który prowadzi do schroniska Markowe Szczawiny jest to nowa, wyremontowana droga z wyznaczoną, leśną ścieżką dla turystów. Wędrówkę urozmaicają drewniane schody na przemian z kamienistymi podejściami. Widać, że jest to często uczęszczany szlak, ponieważ jest naprawdę świetnie przygotowany, zarówno dla amatorów pieszych wędrówek jak i dla bardziej wytrawnych piechurów.  

Zauroczeni otaczającą nas przyrodą i ciekawą rozmową z mężczyzną, który nas dogonił, nawet się nie zorientowaliśmy, kiedy dotarliśmy do pierwszego celu – Schroniska PTTK Markowe Szczawiny. 











S. była nawet tak pełna zapału, że chciała iść dalej bez przerwy, ale P. ostudził jej zamysły. Godzinny marsz za bardzo nas nie zmęczył, ale ponieważ pobudka tego dnia była bardzo wcześnie zrobiliśmy przerwę na drugie śniadanie i poranną kawę. Nowo wyremontowane, duże schronisko zrobiło na nas całkiem przyjemne wrażenie. 

Jak się później okazało los jeszcze nie raz doprowadzi nas do tego miejsca. (A może to nie los tylko pyszna kawa z ekspresu? :)) Posileni, z lekkim podnieceniem wybraliśmy się w najważniejszy odcinek drogi – Babią Górę i to na dodatek Percią Akademików! Jak się okazało wybierając się na Babią żółtym szlakiem trzeba od początku być uważnym, ponieważ ekipa kilku chłopaków przed nami nie zauważyła ostrego skrętu i gdyby nie zorientowali się to na szczyt dołożyliby kilka godzin drogi idąc przez Sokolicę. Różnica wzniesień przy podejściu Percią Akademików wynosi 545 m.




Żółty szlak zauroczył nas nie raz. Już na samym początku byliśmy pod wrażeniem bujnej roślinności. Soczysta zieleń otaczała nas z każdej strony. Przeogromne paprocie, blisko dwumetrowe trawy i odgłosy płynącego strumyka sprawiły, że przez chwile czuliśmy się jak w Amazonii. Ze strumykiem wiąże się też pewna legenda, według której każdy, kto napije się wody z tego strumyka będzie tam wracał do końca życia. Niestety ze względu na temperaturę wody nie skusiliśmy się to, ale i tak tam wróciliśmy ;)























Starannie ułożone drewniane schody na początku bardzo ułatwiały podejście, z czasem pod nogami zaczęły pojawiać się wielkie kamienie, otaczające drzewa zostawiliśmy w tyle. Naszym oczom w końcu ukazuje się szczyt Diablaka. Tutaj też zaczynają się upragnione łańcuchy i klamry, które pomogą wejść na ośmiometrową, pionową ścianę skalną zwaną Czarnym Dziobem. 









Królowa Beskidów zwana też Matką Niepogód lub Kapryśnicą nie pozwoliła nam się do końca nacieszyć widokami. Przy dobrej widoczności można się stąd doliczyć kilkuset szczytów, a my podziwialiśmy niektóre z nich przez chmury. Stoki północne w masywie Babiej Góry są strome i spadziste, niektórzy badacze uważają, że mają one ślady zlodowacenia  - co w rejonie Beskidów jest wyjątkowe i niespotykane. W 1977 r., jako pierwszy w Polsce, Babiogórski Park Narodowy został uznany przez UNESCO za Rezerwat Biosfery.



















Wracamy do schroniska przez Przełęcz Brona. Po drodze mijamy wielu turystów, którzy wchodzą na Diablaka. Schodząc podziwiamy Perć Akademików, która z tej perspektywy robi naprawdę duże wrażenie. Nie zabrakło tutaj również małej sesji fotograficznej ;)















Podziwiać wschód i zachód słońca na Babiej to nasze kolejne marzenie do spełnienia! :)



5 komentarze:

  1. My też się wybieramy i wybieramy na zachód i wschód z Babiej i jakoś się wciąż wybrać nie możemy... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To życzymy, żeby Wam się udało wybrać jak najszybciej na te bajeczne widoki :)

      Usuń
  2. Od tej strony na Babią jeszcze nie wchodziłem, ale jest szansa, że jeszcze w tym roku podejdę "Ją " i od tej strony :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń