Barania Góra

Kiedy w maju pojechaliśmy w Beskid Śląski w planach mieliśmy zdobyć Baranią Górę. Niestety nasze plany pokrzyżowała wtedy pogoda (Deszczowa majówka w Szczyrku), ale co się odwlecze to nie uciecze! Jest powód, żeby tam wrócić :)





W trakcie naszego urlopu w Beskidzie Żywieckim pojawiła się idealna okazja, żeby to nadrobić. Najbliższy szlak na Baranią zaczynał się w Kamesznicy, do której podjechaliśmy autem. Po małych problemach związanych z odnalezieniem szlaku (pozdrawiamy pana, który pytany o drogę na żółty szlak o mało nie wyrwał ręki S, żeby na przywitanie ją ucałować - jaka kultura!:)) dotarliśmy w wyznaczone miejsce. Droga na Baranią wiedzie bardzo przyjemnym, dość łatwym szlakiem. Kiedy żółty szlak się kończy drogę, kontynuujemy niebieskim. Trzeba być uważnym, bo w pewnym momencie szlak skręca z szerokiej drogi i wiedzie wąską leśną ścieżką. Maszerując kilka minut pod górę docieramy do schroniska PTTK na Przysłopie pod Baranią Górą. Schroniska niestety nie wspominamy zbyt miło ze względu na panujące tam warunki, ale nie chcielibyśmy rzucać złego światła na tę wspaniałą wycieczkę ;) Zjedliśmy tylko coś ciepłego i wypiliśmy herbatkę. Po chwili odpoczynku wybraliśmy się do położonego obok schroniska Muzeum Turystyki Górskiej. Jest to małe, ale urokliwe miejsce oddające klimat Beskidu Śląskiego. Kilka małych pomieszczeń wypełnionych jest po brzegi pamiątkami, zdjęciami, mapami i odznakami. 




Po pół godzinie zwiedzania z bardzo miłą przewodniczką zbieramy się do dalszej drogi na szczyt Baraniej Góry. Jest to najbardziej wymagająca część wyprawy. Słońce, zatłoczona ścieżka i kamienie pod stopami dały nam się mocno we znaki. W końcu po godzinie drogi docieramy do celu. Widok, który ujrzeliśmy na szczycie dość mocno nas zaskoczył.

















W trakcie tego urlopu do tej pory niezbyt często spotykaliśmy turystów na szlaku. A tutaj totalne zaskoczenie! Na szczycie było bardzo tłoczno, ale po chwili poszukiwań znaleźliśmy miejsce, aby usiąść i odpocząć. Mieliśmy dużo szczęścia, bo mieliśmy piękny widok na Beskid Żywiecki. Oczywiście nie mogliśmy się oprzeć pokusie i nie skorzystać z największej atrakcji Baraniej i weszliśmy na wieże widokową, z której można podziwiać całe Beskidy, a przy dobrej widoczności nawet Tatry. 



1 komentarze:

  1. Ja też nie przepadam za tym schroniskiem, jest takie surowe, mało klimatyczne. A Baranią będę wspominać długo, gdyż podczas zlodowaciałej dróżki ciągle ślizgałam się na prawo i lewo :)

    OdpowiedzUsuń